ZBRODNIA MUSI BYĆ UKARANA

Napoléon Bonaparte powiedział, żeGdańsk jest kluczem do wszystkiego”. Słowa cesarza Francuzów zdaje się podzielać Krzysztof Bochus, który dzierżąc w dłoni pióro niczym klepsydrę, ponownie – tym razem na kartach najnowszej powieści zatytułowanej „Wachmistrz. Dogrywka” opublikowanej przez Wydawnictwo Skarpa Warszawska – przenosi Czytelnika do czasów, kiedy ideały tego współcześnie kulturalnego, naukowego i gospodarczego centrum sięgały bruku.

U progu 1930 roku bowiem, w Wolnym Mieście Gdańsku mają miejsce nietuzinkowe rabunki kamienic miejscowej elity. Łupem padają gromadzone latami „dzieła sztuki najwyższej klasy”: obrazy, rzeźby, srebra, porcelana, biżuteria, monety, a na domiar złego, jedna z obrabowanych osób zostaje znaleziona martwa. Nie dziwi więc, że śledztwo przeprowadzić muszą Christian Abell i Gustaw Kukulka – duet skuteczny, choć nieidealny. Nie ma kryształowych ludzi, dlatego wszystko zdaje się być w najlepszym porządku, ale czy na pewno? Kim są ci, którzy podpierając się słowami zaczerpniętymi z Pisma Świętego – w imię błędnie pojmowanej sprawiedliwości – wyciągają ręce po cudzą własność? Czy wystarczającym usprawiedliwieniem dla takich zachowań może być wszechogarniający Wielki Kryzys?

O tym, że czarne jak smoła macki przeszłości mogą okazać się równie zgubne jak dłonie, które kradną, przyjdzie przekonać się wachmistrzowi. Jak wtenczas zachowa się radca i czy – biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności – tę sprawę także uda im się doprowadzić do szczęśliwego finału?

Krzysztof Bochus jest autorem, po którego książki sięgam pewna, iż napisane zostały z poszanowaniem intelektu Czytelnika, jak i języka, dopełniającego wysoką jakość prezentowanych treści.

Historia przedstawiona na kartach „Wachmistrza. Dogrywki” przywodzi na myśl bagno, gdzie bohaterom przychodzi zanurzać się po same uszy, a niektórym nawet tonąć. Wszystkiemu winien Wielki Kryzys, wydobywający z nich demony chciwości, bezszelestnie poruszające się ulicami Gdańska. Demony tym straszniejsze, że niewidzialne. Jakby tego było mało, sroga zima nie sprzyja znalezieniu tropu, mogącego stać się przełomowym, co dowodzi, że „nie ma przestępców idealnych, jest tylko nieudolna policja”. Takie głosy co rusz słychać z ust spragnionych chleba, pracy i… dymisji Senatu, toteż nikogo już nie dziwią wszechpanujące chaos i anarchia.

Niełatwo w takich warunkach o nadzieję na lepsze jutro, zwłaszcza jeśli wierzyć słowom, że „nadzieja matką głupich”, ale z drugiej strony przecież inne przysłowie głosi, iż to właśnie ona „umiera ostatnia”. Mając to na względzie, pisarz z całą mocą wprawnego pióra nakłania swój ulubiony policyjny duet Kripo do działań niejednokrotnie skutkujących przyparciem do muru, stąpaniem po kruchym lodzie, jak i balansem na granicy prawa. Ba! – Gustawa Kukulkę przepycha nawet na drugą stronę barykady, co pozwoli wachmistrzowi poczuć się rasowym przestępcą, któremu łatwo przyszyć odpowiednią łatkę, tym bardziej, że to „gość z gębą zbója”.

Jednak jak to mówią, dla dobra sprawy można wiele znieść. Z takiego założenia wyszedł Bochus, z charakterystycznym dla siebie rozmachem zmuszając Gustawa Kukulkę do przejrzenia się w czarnych odmętach lustra własnej przeszłości, ukazującego mroczne oblicze bohatera, a zarazem kunszt literacki jego kreatora, który jednocześnie prezentuje postać znaną z poprzednich tomów i tę, którą Czytelnik musi poznać na nowo wraz z nim, dlatego nie waha się wrzucić go tam, gdzie bieda przeraźliwie piszczy.

Obca była ona bogaczom: gdańskim złotnikom, jubilerom, dentystom i właścicielom domów handlowych, podczas gdy inni „ludzie umierali jak muchy, a przyszłość była jedną wielką niewiadomą”, gdzie „przeżyją tylko najsilniejsi, najbardziej zdeterminowani, pozbawieni wszelkich hamulców. Taki już jest ten świat…” I taką filozofię życia wyznają ci, do których wachmistrz przystał w przeszłości, a o której zapomniał. Ona jednak o nim doskonale pamiętała przez wszystkie lata. Karmiona rządzą zemsty pragnęła przypomnieć, że wszystkie drogi prowadzą do Praust – centrum wszechświata Larsa, Brunona, Kreski i Erici, a zdrada dawnych przyjaciół kończy się w beczce z kwasem.

Ale „trafiła kosa na kamień”, wszak Kukulka nie zwykł oddawać pola walkowerem, napędzany chęcią odwetu za śmierć ukochanej siostry, Elke Lechutko i świadomy, iż każdorazowo „(…) kostucha nie brała jeńców, nie wchodziła w żadne układy, była nieczuła na błagania i zaklęcia”.

Autor także będąc tego w pełni świadom, bohaterom swojej książki pozwala na wiele, przy tym – niejako dla zachowania równowagi – radcy Christiana Abella nigdy nie pozbawia zdrowego rozsądku, i chwała mu za to, bo gdyby było inaczej, iście góralski temperament Gustawa Kukulki, pogrzebałby z kretesem niejedne policyjne działania.

Podkreślić należy, iż Krzysztof Bochus ponad wszelką wątpliwość wykazał na kartach tej, jak również wcześniejszych publikacji, że światy prawdziwej historii i literackiej fikcji, pozornie do siebie nieprzystające, mogą świetnie ze sobą współgrać, a Czytelnik – dzięki takiemu obrotowi rzeczy – ma szansę posiąść nową, intrygującą wiedzę.

Tym razem oscyluje ona wokół historii Wolnego Miasta Gdańska i dóbr materialnych zamykanych w domach i sejfach bogaczy oraz biedy tych, co znalazłszy się po przeciwnej stronie nie mają nic, ale nade wszystko wokół afery „Cwi Migdal”, w której pierwsze skrzypce z dumą grali żydowscy alfonsi, w latach dwudziestych wysyłający do domów publicznych Buenos Aires i Rio wiele kobiet. W swej młodzieńczej naiwności wierzyły, iż uda im się poślubić bogatych Żydów i – wyrwawszy się ze szponów ściskającej je za szyje biedy – wieść szczęśliwe życie. Dlatego z ufnością wsiadały na statki czekające w gdańskim porcie, nieświadome, że oto postawiły pierwsze kroki na czarnej ścieżce, z której nie ma powrotu, wszak zamiast obiecanych bram raju, ścieżkę wieńczyły bramy piekieł.

Takież doświadczenia miała za sobą Elke Lechutko, wspomniana już siostra Gustawa Kukulki, dlatego „potrzebna była dogrywka” – tym bardziej – jeśli „zło przyciąga zło. Dobro było towarem mało popularnym”.

Warto więc wziąć pod rozwagę fakt, że emocje, uprzedzenia i instynkty, zawsze determinują postępowanie człowieka bez względu na czas i miejsce.

Iwona Niezgoda

„Wachmistrz. Dogrywka”, cykl: Christian Abell (tom 0.6), Krzysztof Bochus, Skarpa Warszawska


O książce


Wachmistrz chce dogrywki. I będzie ją miał…

Początek 1930 roku. Przez pogrążone w wielkim kryzysie Wolne Miasto Gdańsk przetacza się fala spektakularnych kradzieży. Celem złodziei padają wille zamożnych gdańszczan: znikają kolekcje sztuki, waluta, cenna biżuteria. Pojawia się pierwszy trup. Śledztwo zostaje zlecone Abellowi i Kukulce.

Wygląda na to, że kradzieży dokonują ludzie, stylizujący się na proletariackich mścicieli. Sprawcy obrabowują bowiem tylko bogatych, pozostawiając w okradanych rezydencjach dwuznaczne cytaty z Biblii.

Śledztwo nie jest proste. Ktoś umiejętnie zaciera ślady, likwidując niepożądanych świadków. Tropy wiodą daleko w przeszłość, o której bohaterowie woleliby zapomnieć.
W tle rozgrywa się jeszcze jeden dramat. Kukulka nie zapomina o ludziach, którzy skrzywdzili i okaleczyli jego siostrę. Nie spocznie, dopóki nie wyrówna wszystkich rachunków z przeszłości.

Do końca. Bez względu na cenę. Do krwi ostatniej. Amen.
Mroczny thriller kryminalny z najwyższej półki!

Powyższy opis pochodzi od wydawcy.