Samotność (…) nie jest dobra dla nikogo”Człowieczy los nie jest bajką ani snem. Człowieczy los jest zwyczajnym szarym dniem. Człowieczy los niesie z sobą trudy żal i łzy. Pomimo to można los zmienić w dobry lub zły.”

Tak śpiewała Anna German w piosence „Człowieczy los”, która niczym leśne echo niesie się po kartach najnowszej powieści Anny Stryjewskiej pod tytułem Skradziona kołysanka opublikowanej nakładem Wydawnictwa Szara Godzina.

Związana z Łodzią autorka do tegoż miasta zaprosiła czytelnika malując przed nim bajkowe życie cieszącej się ogromną popularnością Barbary Walczak – wokalistki zespołu 'Barbaris’, a prywatnie szczęśliwej żony i matki, które pewnego dnia brutalnie przerywa nagłe zniknięcie dziecka. Ów moment wywraca życie piosenkarki do góry nogami przynosząc opłakane konsekwencje z zanikiem anielskiego głosu i rozpadem małżeństwa na czele. Czy załamana do granic, topiąca swe smutki w alkoholu Barbara odnajdzie na nowo sens życia czując smak macierzyństwa za przyczyną kołysanki, która przypadkiem zasłyszana, wdziera się do jej uszu i wlewa w serce nadzieję na lepsze dni?

Pisarka z niemałym rozmachem i z wykorzystaniem przystępnego w odbiorze języka, nakreśliła dwuwymiarowy, przedstawiany naprzemiennie obraz świata Barbary Walczak – kobiety nietuzinkowego sukcesu odniesionego na muzycznej niwie oraz tej, która z chwilą uprowadzenia małej Elżuni, z pełną świadomością pogrzebała dawne życie. Wyrzekła się go zaszywając w leśnej, bieszczadzkiej głuszy.

Kreatorka tej opowieści wykazała więc ponad wszelką wątpliwość, że na życiowej drodze – nawet tej usłanej pasmem wielkich sukcesów – bardzo łatwo upaść nadepnąwszy na zesłane przez los kłody, które wyrastają pod nogami jak grzyby po deszczu. Wielkie na tyle, że pozbawiają chęci podjęcia choćby próby dalszego utrzymywania się na egzystencjalnej powierzchni. O wiele prościej przecież topić smutki w morzu bezmiernej rozpaczy, zakrapianej obficie strugami łez i – dodatkowo – hektolitrami alkoholu stanowiącego „nieocenione lekarstwo”.

Z tego zgubnego założenia wyszła Barbara, bez skrupułów zapędzając w otchłań rozpaczy nie tylko siebie, ale i męża Andrzeja, który – nie mogąc znieść na dłuższą metę zaistniałej sytuacji – odszedł do innej oraz matkę Halinę, która – w przeciwieństwie do zięcia – zawsze była dla córki oparciem.

Anna Stryjewska pokazała, że solidnych fundamentów, które winna stanowić rodzina, próżno więc szukać w sławie i pieniądzach, bo „w życiu nic nie jest dane na zawsze”, a „popularność to nie taka prosta sprawa”. Bohaterce niniejszej książki przyszło tego najdotkliwiej doświadczyć, kiedy za bohaterkę uważać się nie mogła. Uciekła bowiem przed życiem stroniąc od ludzi i zaszywając się tam, gdzie znajdował się „ukryty na końcu świata zakątek”, gwarantujący „anonimowe życie bez spojrzeń i komentarzy”. Komfort ów zapewniała jej także sąsiadka, Zuza Kowalska, rozumiejąc, iż „to straszne nie mieć nikogo”, bo trzy koty i dwa psy – nawet te najwierniejsze – nie będą w stanie należycie wypełnić rozdzierającej serce pustki…

Dlatego autorka szukając antidotum dozwoliła Barbarze spotkać pewną dziewczynkę…”

Uśmiech odsłoni przed tobą siedem codziennych cudów świata. Tęczowym mostem zapłonie nad dniem co ulata. Marzeniom skrzydeł doda wspomnieniom urody. Pomoże strudzonemu pokonać przeszkody.””

Przyjaźń z Mają wysunęła się niepostrzeżenie na pierwszy plan i zaczęła mieć dla niej ogromne znaczenie.” Jaki jest tego powód? Pisarka niespiesznie udzieliła odpowiedzi na kluczowe dla powieści pytanie, zwracając uwagę czytelnika na to, że „nie wolno nam obojętnie przechodzić obok krzywdzonej osoby (…) i to bez względu na to, kim jest i jaki zawód wykonuje”. Postarała się przy tym dowieść, że osądzając kogoś po wyglądzie można bardzo łatwo się pomylić, tym bardziej, że silniejszy wygrywa tylko pozornie. Poznać smak prawdziwego sukcesu jest bowiem godzien tylko ten, kto wytrwale – mimo przeciwności – usiłuje „odnaleźć własną drogę”. W tym konkretnym przypadku klucz do niej stanowi „zielony dom z drewna z brązowymi okiennicami”.

Nie wahajmy się szukać go także my. Nie mówmy: „nie ma o czym opowiadać. Ot, życie jak każde inne”, ponieważ właśnie ono „jest nieprzewidywalne”. Pozwólmy więc życiu się zaskoczyć pewni zarazem tego, „że na wszystko przychodzi czas (…). Na przebaczenie i zrozumienie. Na ufność i zapomnienie. Tylko czas pokona wszystko, tylko czas, czas, czas…”

Iwona Niezgoda

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.