Nicholas Sparks serca czytelników podbił już swoją pierwszą powieścią pt. „Pamiętnik” (1997). Kolejne – „List w butelce” (1998), „Jesienna Miłość” (1999), „Na Ratunek” (2000), „Na Zakręcie” (2001), „Noce w Rodanthe” (2002), „Anioł Stróż” (2003) przez wiele miesięcy nie schodziły ze światowych list bestsellerów. Wiele z jego powieści zostało również zekranizowanych. Czy tak będzie i tym razem?

Zapraszamy do recenzji najnowszej książki autora pt. „Powrót” napisanej przez Iwonę Niezgodę specjalnie dla Autorzy Książek w Obiektywie.

Sekrety niemal zawsze wychodzą na jaw…

Krzysztof Krawczyk w utworze zatytułowanym „Pamiętam ciebie z tamtych lat” śpiewał: Zamknij świat na klucz, wróć do mnie/ Żal za siebie rzuć, wróć do mnie… A co, jeśli najtrudniej powrócić do samego siebie? To pytanie głośno rozbrzmiewa na kartach „Powrotu” – najnowszej powieści mistrza romantycznych historii, Nicholasa Sparksa opublikowanej przez Wydawnictwo Albatros.

Z radością sięgnęłam po dwudziestą trzecią już książkę, nomen omen powracając na jej kartach do odkrywania przygód kolejnego z bohaterów nietuzinkowych. Tym razem pod postacią młodego, inteligentnego i zamożnego lekarza, któremu wybuch moździerzowego pocisku na stałe odmienił dotychczasowe życie, zmuszając do jego przeorganizowania i obrania za cele innych priorytetów. Toteż przyjeżdża on do Północnej Karoliny, gdzie pod New Bern znajdują się stary dom dziadka i… nowe kłopoty.

Nicholas Sparks piętrzy je, stawiając na drodze Trevora Bensona dwie skrajnie różne od siebie kobiety. Nastoletnią Callie – pracownicę sklepu Slow Jimp w Trading Post. Dziewczynę, która z wiadomych tylko sobie powodów wyrzekła się własnej tożsamości i rodziny. Dorosłą Natalie Masterson – prawą rękę szeryfa, śliczną policjantkę pełną sprzeczności i z nie mniejszym od Callie bagażem sekretów, jak również sercem, które choć pragnie miłości Trevora, nie może jej przyjąć. Zasadnym więc zdaje się postawienie pytania: czy lekarz zdoła „uleczyć” świat, w którym przyszło żyć im trojgu, skoro sam także potrzebuje pomocy?

Zdawać by się mogło, że amerykański pisarz na to nie dozwoli, bowiem przez całą fabułę potęguje w czytelniku przeświadczenie, że z jednej strony – życie nigdy nie toczy się zgodnie z naszymi oczekiwaniami, tym bardziej, że przecież wszyscy mamy jakieś tajemnice, a przyszłość jest nieodgadniona, to z drugiej – niejako dla równowagi – spieszy z zapewnieniem, że niosąc pomoc innym, pomagamy również, a może przede wszystkim sobie.

Warto więc podjąć trudy biorąc rozsypane niczym układanka życie we własne ręce, bo być może spotka nas niespodzianka i ułożywszy ją, dojrzymy tak upragnione światełko w ciemnym tunelu. Wychodząc z takiego założenia, Sparks owym tunelem uczynił sekrety Callie i Natalie, które stopniowo odkrywa przed Trevorem. Zagadkowe zachowania obu kobiet niejednokrotnie są dla niego niezrozumiałe, jednocześnie stanowiąc wyzwanie, bowiem za punkt honoru mężczyzna stawia sobie dojście do prawdy, w pełni świadom, że życie to droga pełna meandrów i wiraży, na różnych etapach zmieniają się nasze nadzieje i marzenia, ale nie zmienia się jedno – pragnienie, by wybaczyć sobie i aby nam wybaczono.

Owo wybaczenie jest niczym światełko rozjaśniające każdy, nawet najciemniejszy odcinek tunelu, będące w mocy otworzyć oczy na możliwości wydostania się z niego po to, by choć na chwilę zwolnić tempo życia, ciesząc się pięknem otaczającego świata i mogąc podziwiać pszczoły, aligatory, orły, albo po prostu po całym dniu pracy usiąść w cieniu werandy i zjeść posiłek w towarzystwie osoby przyprawiającej o szybsze bicie serca.

Właśnie owo szybsze bicie serca stanowi o sile języka, którym Sparks się posługuje i do którego zdążył już nas przyzwyczaić, nadając także i tej powieści wyczuwalny rytm. Zwalnia on jednak z chwilą połączenia się wszystkich wątków, niczym puzzli trudnej układanki, pozwalając czytelnikowi odnaleźć refleksję ujętą w słowach: Wierność w zdrowiu to nic trudnego, dopiero wierność w chorobie sprawia, że miłość lśni najjaśniej. Trzeba jej strzec jak sekretu dającego pociechę w bezlitosnym życiu.

Czy jesteśmy na to gotowi i świadomi, że najtrudniej zrobić ten pierwszy, a zarazem będący milowym krok, pozwalający powrócić do samego siebie? Starajmy się dawać sobie tę szansę jeśli nie każdorazowo, to bardzo często, pamiętając, że życie jest krótkie i serce kiedyś przestanie bić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *